sobota, 16 marca 2013

Zasilacz z karbonu

Nie ma to jak spędzenie piątkowego wieczoru na robieniu dziurek w obudowie zasilacza. No ale może po kolei, tak jak wcześniej pisałem zabrałem się za oklejanie zasilacza. Musze przyznać, że poszło dość łatwo i pierwsza z dwóch części była oklejona w 20 minut. Niestety brak doświadczenia pokazał okrutną prawdę - pełno bąbli których za nic nie dało się usunąć. No cóż robić, zabrałem się za drugą połówkę zasilacza mając na uwadze popełnione błędy. Druga połowa wyszła zaj... super! Najgorsze było jednak to, że w drugiej połowie zasilacza tylna ścianka jest perforowana. I dochodzimy do momentu wyboru techniki wykonania dziurek - jak zrobic żeby było ładnie i w miarę szybko. Najlepsze okazało się robienie dziurek w folii szpilką a później przepychanie śrubokrętem - wcześniej próbowałem z rozgrzanym śrubokrętem, rozgrzaną igłą, ale każda z tych technik prowadziła do tego samego efektu więc nie było sensu się męczyć. Tak jak powiedziałem, pierwsza część obudowy zasilacza wyszła fatalnie co widać na zdjęciu obok. Szybka decyzja, zrywamy i naklejamy jeszcze raz. Niestety nie udało się zerwać folii bez jej uszkadzania i poszła w całości do śmieci. Wyciąłem drugą i powoli i dokładnie okleiłem jeszcze raz - efekt piorunujący. Dopełnieniem są oczywiście czarne śrubki które zamówiłem z neta. Teraz trzeba tylko poczekac na białe oploty by móc już zamknąć zasilacz i cieszyć oko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz